poniedziałek, 12 listopada 2012

Rozdział 6



Jakoś wcześnie i szybko, bo napisałam to w 2 i pół godziny xD. Szczerze mówiąc nie chce mi się tego sprawdzać i dodaje to skopiowane z worda. :D Jestem genialna. Tak. Hahaha ale pomieszałam. Zapraszam do czytania! :D


Siedziałyśmy na werandzie popijając sok z pomarańczy, który same zrobiłyśmy. Moja mama pojechała do pracy, aby załatwić jakieś dokumenty. Marry koniecznie chciała spotkać się z moimi kolegami, właściwie to z Jeffrey’em i stęsknionym rudzielcem, którego od czasu naszej pierwszej rozmowy przez telefon nie poznaje. Chłopak się zmienił i to bardzo.
- Reb zadzwonisz do chłopaków i zapytasz się czy przyjdą? – błagała mnie po raz setny.
- Ale dlaczego? – zapytałam z pewnością, ze po tym pytaniu jakoś przejdzie jej ochota spotkania z chłopakami. Jednak nie, bo tylko uśmiechnęła się prosząco. – Oj no dobra, zadzwonię, ale ty im będziesz się tłumaczyć jak coś będą mieli przeciwko, ok?
- Tak.
- O jeszcze jedno Jeff może przyjść trochę później, bo mieszka poza miastem. A reszta to wiesz.
- Kto reszta? – zapytała zaskoczona.
- Will, ten rudy.
- Ten co nie mógł bez ciebie wytrzymać?
- Tak. – westchnęłam i pomaszerowałam do kuchni po telefon.

Wybrałam numer pierw do Jeffrey’a. Jeden sygnał, drugi, trzeci, już miała się rozłączać, ale odebrał brat Jeffa bodajże Kevin. Nie odróżniałam jego braci, oboje młodsi, oboje braćmi.
- Cześć, dasz mi do telefonu Jeffrey’a? – zapytałam grzecznie.
- Tak, zaraz go zawołam. Ty jesteś ta Rebecca?
- Tak.
- Jeffy dużo o tobie opowiadał.
- Yhym… Pewnie kłamał. – uśmiechnęłam się.
- Nie, mówił, że jesteś fajna i że chciałby cię poznać. – dzieciak mówił to z zadowoleniem w głosie.
- Tak, tak. Kłamał. Zawołasz swojego brata?
- Już wołam. – rzucił szybko, odłożył słuchawkę obok telefonu, zaczął drzeć się na bruneta aby zszedł. Usłyszałam jak na niego krzyczał, że nie zejdzie, bo jest zajęty graniem na gitarze, ale jak mały wspomniał o tym że ja dzwonię, to zbiegł i to dosłownie. Po paru sekundach stał przy telefonie zasapany jakby biegł na sztafecie na 800 metrów.
- Cześć – powiedział łapiąc powietrze do płuc.
- Hejka, mam pytanko. Wyjdziesz może na miasto, albo przyjdziesz do mnie? – zapytałam śmiejąc się z niego.
- Yyy… A tak to przyjdę po ciebie.
- Jasne, to zbieraj się. Cześć.
- Cześć.
Rozłączyliśmy się w tym samym czasie, wyjrzałam przez drzwi i krzyknęłam do przyjaciółki, że Izzy przyjdzie nie długo i dzwonię do Willa. Tylko kiwnęła głową. Wybrałam numer. Jeden sygnał, pół drugiego i odebrał William.
- Hej, wyjdziesz za chwilę? – zapytałam nie zważając na to czy to się przywita czy nie.
- Jasne. Za jakiś czas będę u ciebie pod domem.
Rozłączył się nawet nie żegnając. Odłożyłam słuchawkę, dolałam nam do szklanek soku, poszłam na schodki przy drzwiach. Podałam sok Marry. Przez chwilę myślałam o Jamesie, do kiedy brunetka nie zaczęła mnie szturchać po ramieniu oraz machać przed twarzą rękoma.
- Co?
- Patrz kto idzie. – wskazała na ulicę po której szła ruda małpa od zakłócania mi kolonii. Pokręciłam głową.
- Siema Reb, nie wiesz jak ja się za tobą stęskniłem… - zaczął z uśmiechem podchodząc do mnie, rozkładając ręce tak żebym mogła się do niego przytulić. No oczywiście jak można nie skorzystać z okazji i nie przytulić się z kolegą. W końcu podobno przytulanie przedłuża życie o 8 minut. – O i nawet jest przyjaciółka mojej koleżanki. – dokończył przytulając mnie.
- A gdzie Jeffy? – zapytała wstając ze schodów i idąc w naszą stronę, po czym ja oderwałam się od rudzielca, odwróciłam się.
- Mówił, że przyjdzie za jakiś czas, w sumie nie mieszka tak jak on – wskazałam na rudego – w mieście pare przecznic dalej.
- To gdzie on mieszka?
- Jakieś 10 kilometrów od miasta. – odpowiedziałam z obojętnością potrząsając ramionami.
- Dziesięć? – zapytała zaskoczona. Potrzęsłam potakująco głową, na co ona też kiwnęła.

Stałyśmy przez pięć minut  gapiąc się na siebie, to znaczy ja z Marry na Axl’a i Izziego. Ten widok mnie rozwalał, nie wiem dlaczego. Nie mogłam się napatrzeć na bruneta, z niewiadomego powodu zrobił się dla mnie jakiś taki słodszy, zwłaszcza jak miał dobry humor. Od zawsze chodził ponury i to mnie w nim dziwiło, bo jak można nie mieć humoru, albo uczuć?
- Idziemy gdzieś czy będziemy tutaj tak stać i się na siebie gapić? – zapytałam lekko poirytowana chociaż patrzenie na Jeff’a było fajne. Co ja się jego czepiłam?
- Tak. To może wy tu zostańcie, a my coś rozkminimy i pójdziemy się napić, ok? – zaproponował Will.
- Jasne. – rzekła Marry uśmiechając się.
Koledzy poszli kombinować jakieś picie, tylko niech nie przyniosą wina, całe kolonie piliśmy albo wino albo wódkę. I szczerze mówiąc wolę wódkę.
- Co ty dajesz dziewczyno? – zapytałam szturchając ją w ramię.
- Nic, spędzimy miłe popołudnie z twoimi kolegami. W końcu nie jestem tu cały rok.
- No prawda, ale…
- Nie ma ale... Chodź coś przyszykować na tył domu. Chyba nie chcesz mieć rozwalonej chaty, co?
- No nie chcę.
Tak zabrałyśmy się za przenoszenie stolika, kilku krzeseł i ogarnięciu jakiegoś fajnego kątka po to aby sąsiedzi nie widzieli co robimy, bo jak matka dowie to nas pozabija.  W trakcie tej całej robocizny wymieniałyśmy poglądy na temat naszych imprezek i  zepsutych przez nie mieszkań. Przerwałyśmy temat kiedy usłyszałyśmy krzyki chłopaków. Pewnie znowu Will drze się na Jeffrey’a o to, że nie ma humoru. Wyszłam zza rogu i zobaczyłam ich twarze patrzące na mnie, spojrzałam na siebie. Coś nie tak ze mną jest, czy co?
- Mówiłem! – krzyknął z zadowoleniem brunet.
- Ale co? – zapytałam zdziwiona podnosząc dłonie ku górze.
- Nic. Już.
- Aha, i co macie? – zaciekawiłam się.
- Tooo. – powiedział Will pokazując 4 butelki. Dwie z wódką oraz dwie z winem. Znowu wódka i wino ile można. Pewnie to zmieszają i będzie bania. Tylko żeby niczego nie zarzygali.
- Chodźcie na tył domu. – machnęłam ręką aby szli za mną. Tak zrobili.
Nawet szybciej niż ja, butelki postawili na stoliku. Na huśtawce huśtała się Marry, pobiegli do niej i rzucili się na (biedną) huśtawkę. Zasyczałam cicho patrząc jak mało co się nie rozpada, momentalnie odwróciłam głowę jednak nic się im nie stało.

Po dwóch godzinach  picia, picia i jeszcze raz picia, usłyszeliśmy dźwięk dzwoniącego telefonu.
- Czy mi się wydaje czy ktoś dzwoni do ciebie? – zadała pytanie przyjaciółka.
- Wydaje ci się, Marry.
- Nie, nie wydaje mi się. A wam, chłopaki też się wydaje?
- Ale co? – zapytał ledwo ogarniający Will. A od zawsze miał dobrą głowę. Ja tam jakoś dawałam sobie radę, może przez te kolonie nabrałam wprawy.
- Dzwoni telefon, czy nie? – oburzyłam się.
- Yyyy… Chyba tak. – wybełkotał.
- A ty Jeffy jak sądzisz? – przechyliłam się w jego stronę, siedział obok mnie.
- Dzwoni. Czy tylko mi nie zjebało mózgu tym co pijemy? – spytał.
- Mi nie zjebało i jak widać Marry też nie. -  oznajmiałam patrząc w jego oczy, były takie brązowe. Kobieto, otrząśnij się.
Wstałam i chwiejnym krokiem poszłam odebrać telefon. Przyjaciele zaczęli się ze mnie śmiać. No tak to jest jak się chodzi po pijaku. Weszłam do domu, odebrałam telefon i usłyszałam znajomy głos. Głos…. Głos Jamesa. Myślałam, ze się popłaczę, ale tak się nie stało, na szczęście. Zaczęliśmy gadać. Przez całe 15 minut nie zorientował się, ze piłam. Potem gdy to zauważył chciał zakończyć rozmowę ale ja nalegałam, że nie. Gdzieś w połowie rozmowy zawitał do mnie Will. Stanął oparty na jednej nodze, a ręce trzymał na biodrach. Roześmiałam się i uśmiechnęłam do niego, zrobił to samo. Pożegnałam się z Jamesem. Podeszłam do rudego, ominęłam i wyszłam z domu zostawiając go samego w budynku. Zdał się na siły, pobiegł do mnie i poszliśmy razem za dom do Marry i Jeff’a. Wychodząc za ściany zauważyłam jak to oni się całowali. CAŁOWALI?? Stanęłam na baczność jak słup i nie ruszyłam się z miejsca.

9 komentarzy:

  1. Wiesz, teraz widzę, że czytanie o MIŁYM AXLU jest co najmniej ... rozpierdalającym doświadczeniem. ; D Wielki zaciesz na ryjcu rudzielca i to całe przytulanie na dzień dobry można nawet nazwać ... sama nie wiem, kurwa, ale UWIELBIAM TO !

    A teraz rozwieje Twoje wątpliwości odpowiadając na to kurewsko nurtujące Cię pytanie:
    "bo jak można nie mieć humoru, albo uczuć?"
    MOŻNA, KURWA! HAHA, DZISIAJ JESTĘ STRADLINĘ, więc można. ^^

    Aa do co ostatniej scenki to ... wmurowało mi dupę w kanapę. o.O Z tego co widzę do Rebecca klei się to tego bezuczuciowego brązowookiego kutasa, a tu nagle Marry ... ; o < szok >

    Czekam na następny, jednym słowem. ^^

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czasami też potrafię nim być xD. Hehe jak mnie wena dalej będzie tak brała to może i dzisiaj będzie :D

      Usuń
  2. Wiesz, chciałabym się jakoś w miare sensownie rozpisać, ale Ci powiem, że po męczącym poniedziałku do późna w szkole po prostu nie mam siły.

    Czytam tak sobie i czytam i stwierdzam, jak wyżej już zostało napisane, że Miły Axl, jest dziwnym doświadczeniem, ale wiesz, czasem taka inność jest potrzebna. ;D

    Co do Stradlina i tamtej całej... Marry czy jak jej tam, to ja jestem w szoku, nie powiedziałabym, że cokolwiek się takiego wydarzy.

    Ale Ja ci powiem, że pijany z pijanym zawsze się dogada ;D a ja już chyba tak śpie, że gadam głupoty hahahah ;D

    Czekam na kolejny ^ ^

    OdpowiedzUsuń
  3. Gubię się już pomału, ale i tak kocham twoje opowiadanie. No bo jak to w końcu jest? Z moich przemyśleń wynika, że: Rebecca wzdycha (albo wzdychała) do Jamesa, Axl chyba do Rebecci, zresztą Duff także, a tymczasem Reb zauważa, że Jeff ma śliczne brązowe oczka i inne takie szpanerskie bajery, a teraz Marry i Izzy się całują. To jest tak poplątane, że aż świetne! :D I w ogóle, no, bardzo przyjemnie się czyta. ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dobre masz przemyślenia. Tak jest. Dziękuje za miłe słowa. :D

      Usuń
  4. hmm... no w sumie to popieram Sheep, też troszkę musiałam pomyśleć, żeby skumać o co chodzi. nie wiem czemu, ale teraz gubię się prawie we wszystkich opowiadaniach, które teraz czytam. o____O dziwne, że w swoich się jeszcze nie zgubiłam. XD
    ale wracając do rozdziału, podoba mi się jak piszesz. tak przyjemnie, szybko się czyta i wgl. :) Rebbeca to musi być naprawdę super laska, skoro podoba się Axlowi, wydawało mi się, że podobała się Izzy'emu (może mu się podoba, nie wiem. XD), Duffowi na koloniach. teraz jeszcze dochodzi James, tylko że to ona bardziej żywi do niego jakieś uczucie.
    dobra, ciekawi mnie, jak to się potoczy, czy będą się bić o Reb, ciągnąć się za kudły itd. :D czekam na kolejny. *___*
    + dziękuję za komentarze co do moich chłopców, którzy są pizdami na WFie. :DD no i jeszcze jedna sprawa, James... oh, James. czy "Twój" James to jest ta sama osoba co "mój" James? bo patrząc na opis to faktycznie chyba jedna osoba. :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, zgadłaś. Uwielbiam go <3 Ale co na to poradzić. A i jeszcze to Rebecca czuje coś do Jamesa. Do Izziego jak na razie nic. Hehe jescze nie wiem jak to się dalej potoczy xD

      Usuń
  5. Jeśli masz ochotę, wpadaj na nowy rozdział : http://out-of-the-game.blogspot.com/2012/11/rozdzia-trzydziesty-pierwszy.html

    ;)

    OdpowiedzUsuń
  6. Alle fajne, raz dwa przeczytałam :"3
    Zapraszam do mnie ^^:http://gunsnroses-story.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń