piątek, 6 grudnia 2013

Rozdział 36 + mikołajki :)

 Ludzie! Mała prośba... Możecie mi podać swoje maile, gg, czy cokolwiek, żebym mogła Was informować o nowych postach? Bo wiecie, teraz piszę na telefonie i nie mogę dodawać komentarzy :(.
Zapraszam do czytania, a na koniec mam taki "dodatek".


- Dlaczego jest tutaj tak zimno? - usłyszałam swój głos w tym pustym domu.
Chce już do mojego słonecznego Los Angeles. Ale nie mogę. Obiecałam dwóm debilom, że przyjadę do nich po świętach. Więc jestem. A gdzie? W największym zadupiu w całej Indianie - Lafayette. Nie znoszę tego miejsca, a za razem kocham je.
- Mamo, kiedy włączysz to ogrzewanie?!?! - Wydarłam się ze swojego pokoju lekko zachrypniętym głosem. No tak, zmiana klimatu to i zmiana gardła. Przechodzę jakąś mutacje, czy co? Po świątecznym śpiewaniu kolęd i innych piosenek nie posiadam strun głosowych, albo jak już to jedną, ewentualnie dwie.
- Już, ale musisz poczekać aż do ciebie dotrze. Chodź na dół, tutaj jest ciepło i to bardzo! - No tak, nie pomyślałam. Jak się przebiorę z tej piżamy to zejdę. - Kiedy przyjdą chłopaki?
- A skąd mi tam wiedzieć... Mówili tylko, że jak... że jak przyjdą to przyjdą i mam być gotowa! - krzyknęłam przegrzebując stare ubrania, których nie zabrałam do Kalifornii. Znalazłam ocieplane czarne bojówki, miliony bluzek, bluz i kurtek na każdą pogodę i porę. Wyciągnęłam spodnie, bluzkę z długim rękawem, najcieplejszy sweterek i taką samą kurkę.
Poszłam pod prysznic, ubrałam czystą bieliznę i zabierając ubrania zeszłam na parter domu.
- Tylko nie mów, że ty chcesz się w to ubrać? - wskazała na strój zaczynając się śmiać.
- Chce - wyszczerzyłam się. - Ale dopiero jak chłopaki przyjdą.
- Co ty się na Syberię wybierasz? - zapytała podchodząc do mnie bliżej.
- No nie.
- Weź zwykłe jeansy i pod to rajstopy, będzie ci ciepło - powiedziała idąc na górę mieszkania.
- Mamooo! - rzuciłam z zażenowaniem. - Przecież jestem dorosła i wiem jak mam się ubrać.
- Jesteś i mieszkasz ze mną - stwierdziła. No tak, mieszkam, ale jak tylko uda mi się coś znaleźć w Los Angeles to się przeprowadzę. Tylko pierw muszę wrócić do LA i zacząć jakkolwiek i gdziekolwiek pracować.
- Ano, zapomniałam - rzuciłam z sarkazmem. - Ale wiesz... Miałam plan, że jak wrócimy to poszukam jakiegoś mieszkanka.
- O, to wreszcie będę miała spokój - zażartowała idąc dalej po schodach. Wzięłam pod pachę spodnie i poszłam za nią.
Po kilku minutach wesołego docinania sobie wzajemnie, znalazłyśmy to czego potrzebowałam.
- A proszę cię bardzo Reb - powiedziała matka.
- A dziękuję ci bardzo mamo - uśmiechnęłam się.
Z dołu poszły do nas dźwięki walenia w drzwi. Zirytowałam się nagle. To na pewno był Axl i tylko on się tak dobijał do kogoś, czy do czyiś drzwi. Jednak chwile później zbiegłam na dół z bananem na twarzy. W samej bieliźnie otworzyłam chłopakom drzwi. Jak głupia zastanawiałam się dlaczego było mi tak zimno. Axl z Izzym nie mogli oderwać ode mnie wzroku.
- Ekhem - odchrząknęłam, spojrzeli na moją twarz. - Jak miło mi was widzieć po tylu latach - mój dawniej szeroki uśmiech zrobił się sztuczny.
- Mi ciebie też - powiedział Axl perfidnie gapiąc się na mój biust.
- Ty się witasz ze mną, czy z moimi piersiami? - zwróciłam mu uwagę, Izzy zaczął się śmiać. - Myślałam, że wejdziecie na chwilę... Muszę się ubrać co nie...
Weszli do środka, ubrałam się i zaczęłam wiązać glany.
- To tak właściwie to gdzie my idziemy? Właściwie to gdzie chcecie mnie zabrać?
- To niespodzianka - rzucił Axl z tym swoim uśmieszkiem. To jest takie dziwne... Przez kilka (4) lat go nie widziałam, a ten jego tajemniczy uśmieszek był taki sam.
- No jak to? - udałam małą oburzoną Rebekę. Czułam jak w środku zacieszam.
- Tak to. Rusz się, bo niespodzianka nam ucieknie - pośpieszył mnie.
- Od kiedy to niespodzianki mają nogi? - podniosłam na nich wzrok.
- Od dzisiaj - odpowiedział Izzy.
Skończyłam wiązanie butów i wyszliśmy z domu.
- O Boże! - przypomniało mi się, że nie wzięłam rękawiczek i czapki. Chociaż czapka za bardzo nie była mi potrzebna.
- Co się stało? - spytał rudy, ale oboje się odwrócili do mnie.
- Zapominałam! - krzyknęłam i poleciałam do domu szukać rękawiczek.
Kilka sekund później wyleciałam z domu, zakładając rękawiczki.
- Już - uśmiechnęłam się szeroko do nieogarniających chłopaków. Odpowiedzieli mi takim samym gestem, potem spojrzeli na siebie, kiwnęli głowami, podeszli do mnie i wrzucili mnie do zaspy.
- Nieee! To nie fair - oburzyłam się klepiąc dłońmi śnieg. Zaczęli się śmiać. Wzięłam do ręki śnieg, zrobiłam z niego śnieżkę i rzuciłam w Izzy'ego. W Rosa raczej bym nie rzuciła, bo by się wkurwił. Ale nie zadziałało. To teraz czas na rudego. Ponownie z garstki śniegu zrobiłam kulkę i już chciałam rzucać.
- Eee Rose, chowaj się. Ona chce wojny na śnieżki - krzyknął Izzy.
Jak małe dzieci. I tak w niego rzuciłam i trafiłam. Próbowałam wstać, jednak oni mi wcale nie pomogli, a nawet zrobili, że dalej leżałam w tej zaspie pod domem i dalej się śmieli.
- Chcesz wojny na śnieżki, to ją będziesz mieć - powiedział poważnie Axl, a ja roześmiałam się beztrosko, jak mała dziewczynka. - Ja nie żartuje.
- Taaaaaaak! - Krzyknęłam jakbym była w jakimś transie i wcale nie słyszała ostatniej wypowiedzi rudzielca. - Woooojnaaaaa!
- Co ty ćpałaś? - zapytał Izzy patrząc na mnie jak na człowieka, który dopiero co uciekł z psychiatryka.
Jak on rzadko się do nas odzywał. Jak miło było słyszeć jego głos.
- Nic - odpowiedziałam z udawaną powagą.
- Wojna na śnieżki! - krzyknął zadowolony Axl.
- Ej... - wstałam z tej zaspy. - Wiecie, jesteśmy nie po równo... Co my zrobimy? - zakłopotałam się.
- To może będzie tak, że... - Rudy zaczął myśleć. - Że pierw ty będziesz z Izzym, a ja sam, potem zrobimy zamianę i ja będę z tobą. Na sam koniec my będziemy razem, a ty sama. Albo wszyscy troje na jakąś ze ścian, czy coś - wymyślił.
- No okej - zgodziłam się.
 Zrobiliśmy gigantyczne mury obronne za moim domem. Każdy sięgał nam po sam pas.
Tak jak powiedział Will, ja byłam na początku z Jeffem, a rudzielec sam. Przez dłuższy czas napierdalaliśmy się tymi śnieżkami, śmiejąc się przy tym jak ostatni najebani i naćpani ludzie. W końcu chłopaki stwierdzili, że będzie remis.
- Ale dlaczego? - jak zawsze musiało paść moje inteligentne w inny sposób pytanie.
- Bo tak - uśmiechnął się do mnie Axl. Dalej nic nie zrozumiałam. - To teraz zamiana - powiedział głośno. Podparłam się na łokciach pochylając nad murem z ubitego śniegu. - Nie ma leniuchowania, do roboty! - zaśmiał się rudy. - Amunicja sama się nie zrobi.
- No tak - spojrzałam krótko na chłopaka i zajęłam się robieniem śnieżnych kulek.
- Chciałabyś żebyśmy wygrali? - Axl przestraszył mnie swoim niskim głosem, podchodząc do mnie na czworaka.
- Co? Aaaaaa... No chciałabym - odwróciłam się do niego, siadłam na śniegu i kończyłam robić kolejną śnieżkę.
- To wygramy - wyszczerzył się. No mam taką nadzieję. Rude jest wredne i to bardzo. Ale co ma wredność do wygranej? Nic... To po co o tym mówię? Sama nie wiem.
Narobiliśmy tej naszej amunicji i zaczęliśmy bitwę.
- Prawie jak Grunwald! - krzyknęłam nagle sama nawet nie wiedząc, że to powiedziałam.
- Grunwald? - zdziwił się Isabel chcąc rzucić we mnie śnieżką, ale jego ręka zatrzymała się tuż nad głową.
- Tak - kiwnęłam głową. - Nigdy nie słyszałeś o Bitwie pod Grunwaldem? - zapytałam zdziwiona.
- No nie - odpowiedział.
Chwilę później zaczęliśmy się lać tymi śnieżkami. Dostałam kilka razy. A to w ramie, w nogi, w brzuch, mało co nie w głowę, ale potem mnie przepraszali. Okazało się, że z rudym wygraliśmy bitwę...



Zaczynamy z dodatkiem :D. Kocham mikołajki :D
Mój kochany pokój :)
 To czas na prezenty...



Mikołajki w szkole... Nie ma to jak matematyczna klasa :D.

Uwaga! Uwaga!
Treści tylko dla osób odważnych.
...


...


...


A teraz coś dla odważnych. Powitajcie krzywą twarz Trish.
To był mus żeby wstawić, tak mi się to zdjęcie podoba :).


...


...


...

 
...

 
...


...


...


...


...



12 komentarzy:

  1. Bitwa na śnieżki! Fajowo :D
    Trishuuuuuuu jakie ty piękne zwierze jesteś *.*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Piękne to za dużo powiedziane. To tylko zdjęcie :)

      Usuń
  2. Bitwa na śnieżki *.*
    Jedyne, co lubię w zimie ;d
    .
    Czego Ty oczekujesz od chłopaka? Że zejdziesz do niego w samej bieliźnie, a on nie będzie gapił się na cycki? Niemożliwe :D
    .
    Dam Ci mój mail, bo na gg bytuję tylko, jak muszę napisać do kogoś, kogo nie znam, a coś od niego chcę. Tylko nie śmiej się z nazwy, sama go nie ogarniam :D
    jeska26@wp.pl - proszę bardzo ;3
    .
    A teraz już sobie idę ponarzekać trochę na śnieg.
    ~ K.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U mnie jebie śniegiem na kilometr. Tak wieje. A od morza mam jakieś 600 jak nie 700 kilometrów. Serio?
      Takie rzeczy tylko w Chełmie xD.
      To jak dodam rozdział to możesz się spodziewać maila xD.

      Usuń
    2. Napisałabym może jakiś długi i wyczerpujący komentarz, ale mi sie nie chce (jak zwykle). Powiem, że rozdział był jak zawsze- zajebisty. A z tym śniegiem, to w lepszy termin trafić nie mogłaś :D. Spadło niby tak mało, a ja już wzięłam się za narzekane...
      Tylko po północy mi się już chyba mózgownica wyłącza, bo jak napłaś ,,Will" to z 10 minut zastanawiałam sie, że chodziło o Axla... No ale nikt nigdy nie powiedział że jestem jakoś inteligenta, nie czepiać się :D. Pozdrawiam i weny życzę!

      Usuń
    3. Ahhahahaha no dobre. Ale w sumie to o tej porze nie rozkminiłabym że chodzi i rudą Axlownice :D.
      Ale wiesz co... Ten śnieg jest do dupy :)

      Usuń
  3. Cudny blog <3
    agrestaco6.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  4. Yay rozdział ^^ Bitwy na śnieżki zawsze spoko...

    I jak możesz to weź mnie informuj: the.paranoid.jungle@gmail.com
    Dzięki :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No jasne, ze będę Cię informować. W sumie to miałam się pytać, czy to robić i czy dałabyś mi swojego maila :D.

      Usuń
  5. Zapraszam :) http://see-you-in-better-life.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń