wtorek, 23 kwietnia 2013

Rozdział 21

Wreszcie dodaje. Chwilowo wyszłam z formy, bo nauka i nie pisałam. Nie będzie długi, nie moja wina. Mózg mi wysiada. Wiem, ze się żale, ale jest już okej.  Jeszcze dwa dni testów. Za mną część humanistyczna. Przez trzy lata tłukli mi rozprawkę na polskim, a tu... JEB! Charakterystyka! Za specjalnie nie były trudne. Koniec, koniec, koniec!

Mam taką gorącą prośbę. Dzień w dzień mam od ponad 10 do 30 wejść. Do tego jeszcze 19 osób obserwuje mojego bloga. Czy moglibyście wszyscy, którzy czytają napisać, że to robicie i czy Wam się podoba, bo w kółko te same osoby komentują. Chociaż i tak morda mi zaciesza jak czytam te wszystkie komentarze. Proszę! Piszcie. To tylko cztery góra dziesięć słów.

Nie przedłużam czytajcie. Zapraszam!


Tak po zakończonej rozmowie siedziałam na parapecie mojego kuchennego okna. Nagle do pomieszczenia wparował Duff.
- Ej, Reb! - krzyknął. - Co ci?
- Nic - ocknęłam się, zeskoczyłam z parapetu i podeszłam do lodówki, otworzyłam ją. Spojrzałam na jej wnętrzności. Masakra, nic nie było, a byłam głodna. Przecież niedawno rzygałam jak pojebana.
- Czego tam szukasz? Tam nic nie ma. Sprawdzałem przed tobą - zaśmiał się opierając się o blat kuchenny.
- Jedzenia, którego nie ma - odpowiedziałam. - Zgadnij kto ma przyjść zaraz? - zadałam pytanie przeglądając wszystkie szafki i szukając herbaty.
- Nie wiem. Jakaś koleżanka? - pokręciłam przecząc głową.
- Zgaduj dalej.
- Nie wiem. Poddaje się. - powiedział, a ja zaczęłam zacieszać.
- James! - krzyknęłam, poleciałam na górę domu i chciałam już budzić Marry, kiedy stanął za mną Jeff.
- Nie budź jej - powiedział zaspanym głosem, odwróciłam się w jego stronę i patrzyłam jak pociera dłońmi swoje oczy. - Przed chwilą poszła spać, była u nas - dodał, cofnęłam się kilka kroków i zeszłam na dół. Nastawiłam wodę na herbatę, czy coś innego. Nie wiem na co będę mieć ochotę. W salonie siedział Duff i opiekował się telewizorem.

 Pół godziny później:
- Ej, nie ma co jeść - stwierdził Will przegrzebując biedną lodówkę.
- No co ty? - rzuciłam sarkastycznie siedząc na blacie kuchennym i popijając prawie zimną herbatę.
- To co robimy? - zapytał podchodząc do mnie.
- Yyyyy, nie wiem - odsunęłam się od niego. Poczułam się jednym słowem mówiąc zagrożona. Dlaczego? Nie wiem. Pomyślałam o jedzeniu, przyszła mi do głowy pizza. Zaczęłam mu o tym gadać i po kilku minutach już była zamówiona. Wskoczyliśmy do salonu, rozsiedliśmy się na podłodze głośno rozmawiając i tym samym przeszkadzając śpiącemu Duffowi w oglądaniu telewizora.
- Sieeeemaaa! - krzyknęła brunetka wchodząc do pokoju, przeciągnęła się i usiadła obok nas. - To o czym miśki moje rozmawialiście? - zapytała.
- Yy, co?
- O czym rozmawiacie? Jesteś bardziej nieprzytomna niż ja jak śpię - stwierdziła. Will roześmiał się.
- Ha, ha, bardzo śmieszne - powiedziałam patrząc na przyjaciółkę. W tym czasie Duff wstał z kanapy, poleciał do łazienki. Usłyszeliśmy tylko odgłosy wymiotowania.
- Oj, słaby ma ten żołądek - skomentował rudy kręcąc głową na boki.
- Dzięki - uśmiechnęłam się sarkastycznie. Rude jest wredne. - Ja byłam przed Duffem. Ale mi już przeszło na szczęście.
- Usłyszeliśmy pukanie do drzwi, pobiegłam do nich, za mną Marry.
- Kto to? - zapytała kiedy otwierałam zamek, moja mama nas zamknęła w domu.
- Albo pizza, albo James.
- Ooo, James. Jak fajnie będzie go zobaczy... - w tym czasie otworzyłam drzwi i zobaczyłam właśnie blondyna. - O wilku mowa - wypaliła przyjaciółka, posłałam jej grożącą minę.
- Nie przywitasz się ze mną?- zapytał ze smutnym uśmiechem.
- Jak mogłabym nie - uśmiechnęłam się i przytuliłam do niego.
Po jakiś pięknych dwóch minutach tulenia się weszliśmy do domu. Duff stał  przed pokoju i patrzył na nas jak na obrazek.
- Coś nie tak? - zapytałam.
- Wy jesteście razem? - zdziwił się.
- Tak - odpowiedzieliśmy razem.
- Aha - mruknął i poszedł do pokoju jakiś taki speszony, czy coś w tym stylu.
- To chyba nie pójdziemy do salonu - stwierdził patrząc na mnie.
- Chyba nie.
Nawet nie odeszliśmy kroku, a już przywieźli pizze. Teraz dzwonili do domofonu.
- Poczekacie? - zapytałam.
- Jasne - upewniła mnie Marry, uśmiechnęłam się do nich.
- Idźcie do kuchni i powiedzcie ze jest jedzenie, i że po nie poszłam - rozkazałam.
- Okej.
Wyszłam z domu, w połowie drogi ogarnęłam, że nie wzięłam kasy żeby zapłacić. Krzyknęłam do tego faceta żeby wszedł na posesje i pod drzwi, bo muszę pójść po kasę. Poszedł za mną i czekał tam gdzie mu kazałam. W domu zrobiliśmy zbiórkę pieniędzy i daliśmy temu dostawcy. Nawet się nie pożegnaliśmy jak ludzie. Usiedliśmy dookoła barku dzielącego salon od kuchni i zaczęliśmy wpierdalać trzy pudełka pizzy.
- Marry twoja mama zostawiła ci jakąś kartkę - zauważył Jeff, który po połowie godziny zorientował się że jest jedzenie przyszedł do nas, do kuchni.
- Oo, nie zauważyłam jej - wstałam z krzesła i podeszłam do kartki, która leżała na blacie podpisana moim imieniem. Wzięłam ja do ręki, odwróciłam się. Brunet zajął moje miejsce. - Ej, to moje miejsce - oburzyłam się podchodząc do krzesła. Zaczęłam go spychać, ale mi nie wychodziło, roześmiałam się. zauważyłam, że James zaczął się cieszyć z mojego zachowania. (Jakieś to dziwne... - dop.aut.) Widać w jakiś sposób to towarzystwo odmienia moje życie. W końcu się poddałam, wskoczyłam na blat i zaczęłam czytać.

" Droga Rebecco,

Wiem, że próbujesz spać.
Ale jak wstaniesz to weź proszę zamów Twojemu pijanemu towarzystwu jakąś pizze.
W lodówce nic nie ma, bo jak po północy zaopiekowaliście się nią to nic rano w niej nie było i jestem głodna. Ale nie oto mi chodzi. Zostawiłam Ci pieniądze, są u mnie w pokoju.
Jak już wytrzeźwiejecie to zabierz ich na plaże.
A później pójdźcie na lody. Zabierz Jamesa.
 Fajnie by było jakby się wszyscy poznali.
Wrócę gdzieś po północy, bo umówiłam się z kolegą z pracy.
Nie spijcie się za dużo. Nie chce czyścić kibla.

Mama "

Taaaa, uważaj, bo będą chcieli wyjść w takie słońce, pomyślałam. Zeskoczyłam z blatu i wepchałam się na kolana blondyna, uśmiechnęłam się do niego. Pocałował mnie.

Zapoznałam Willa i Jeffa z Jamesem, jak na razie się dogadywali. To dobrze. Jednego pudełka nie było. Wszyscy dobierali się do drugiego, ja z resztą też. Wzięłam kawałek i zaczęłam jeść.
Chwile później nie było już tego drugiego. W szóstkę ledwo co zjedliśmy to trzecie. Przypomniało mi się o propozycji mojej mamy.
- Ekhem. Mam propozycje - zaczęłam wstając z nóg mojego chłopaka, spojrzeli na mnie z uwagą. - Więc tak: Kto jest "za" żeby pójść na plaże?
Wszyscy podnieśli ręce na "tak". Zrobiliśmy piętnastominutową naradę. I stanęło na tym, że mamy pół godziny na zebranie się i idziemy na tą plaże.

Godzinę później:
- Idziemy? - zapytałam drąc ryja z dołu domu.
- Ciszej trochę, bo kiedyś ogłuchnę - powiedział James. Spojrzałam na niego z pogardą.
- Zachowujesz się jakbyś nigdy nie był na koncercie. Zobaczymy kto pierwszy ogłuchnie jak będziesz mieć swój zespół? - zaśmiałam się.
- Byłem, i to chyba ty szybciej ogłuchniesz - stwierdził patrząc mi w oczy, uśmiechnęłam się szerzej.
- No właśnie, więc mam prawo drzeć ryja na nich i nie ogłuchniesz - zapewniłam siebie i jego.
- Niech ci będzie - westchnął. Dziękuje...
- Idę na górę, nie wytrzymam. Miało być pół godziny - rzuciłam i pobiegłam na piętro domu. Wpadłam do Marry i Duffa. - Ekhem, idziemy? - zapytałam wchodząc do pokoju i patrząc co robią.
- Tak, tylko Duff nie może się wyrzygać - oznajmiła Marry z przejęciem.
- Ej, Duff, jest okej? - podeszłam do drzwi.
- Już tak. Już jesteście gotowi? - zapytał wychodząc z łazienki.
- Eee, ja z Jamesem tak, wy chyba też. Jeszcze idę zobaczyć co u tych dwóch moich wieśniaków - zaśmiałam się na koniec. Wyszłam z ich pokoju rzucając na koniec, że jak już się zbiorą to niech zejdą na dół. Następny i ostatni był pokój Willa i Jeffreya. - Idziecie? Ile można czekać?! - krzyknęłam tym samym strasząc biednego bruneta. Razem z Rudzielcem wybuchliśmy śmiechem.
- To nie jest śmieszne - oburzył się.
- Idziecie? - zapytałam zniecierpliwiona.
- Tak! - krzyknęli wspólnie i poszliśmy na dół. Tam czekali na nas Duff, który rozmawiał z Jamesem i Marry słuchająca jednym uchem i co róż dodająca coś od siebie.
Po kilku minutach wyszliśmy z domu, po kilkunastu na Sunset Blvd i zmierzaliśmy w kierunku plaży.


Tyle z mojej strony. Licze na Was. Proszę piszcie co i jak. No nawet czy przeczytaliście i czy jest dobrze, czy źle. To pomaga i to bardzo.

26 komentarzy:

  1. Rzeczywiście krótkie, ale jakże dobre ;). Oczywiście czekam na więcej. :D

    OdpowiedzUsuń
  2. Ano nawet krótkie. Fajnie piszesz. Czcionka trochę dziwna bo nie przywykłam do takiej, ale to najmniejszy problem. No i właściwie jedyny problem. Bo poza tym wszystko mi się podoba. Co prawda ten rozdział jest pierwszym, który przeczytałam, więc niewiele jeszcze ogarniam, ale w swoim czasie przeczytam wcześniejsze. Tym samym czekam na następny. Zapraszam też na bloga, którego dopiero usiłuję rozwijać.

    Pozdrawiam, Ared.
    http://children-of-revolution.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  3. Ok, wiec skoro wspominasz i prosisz, zeby skomentowac, to skomentuje, choc to nie lada wyczyn na mojej komorce (ot, pierwszy powod, dlaczego siedze cicho)
    przechodzadzac do tego, czy sie podoba i tak dalej, no ba! bardzo sie podoba i zaluje ze mam problemy z komentowaniem, pff
    wejde kiedys na komputer i skomentuje wszystko, co mam pozapisywane! o!
    hm, coby sie jeszcze wytlumaczyc czemu nie komrntuje, wyjawie, ze jeszcze troche nadrabiam
    jestem na blogerze od lutego i w natloku tylu swietnych blogow mam duzo zaleglosci, wybacz
    chcaialm wszystko skomentowac, jak juz przeczytam i bede na bierzaco, mam nadzieje, ze sie nie gniewasz, Panno Trish :)
    dobra, nie naskrobie wiecej, bo moja komroka bardzo protestuje, ehh
    odezwe sie jak juz nadrobie, obiecuje
    a tymczasem zycze weny i powodzenia na testach!
    Alex. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie dziękuje za powodzenie. Matma była nawet, nawet.

      Usuń
  4. No krótkie jest... i fajne też jest, więc sięnie bd rozpisywać. ,, - To James albo Pizza " i tak jakoś pomyślałam, że jak James to go zjedzą xD Dobra, nie ważne. Wracam pisać rozdział:D

    OdpowiedzUsuń
  5. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  6. Czytam twojego bloga już od jakiegoś czasu a jakoś nie mam w zwyczaju komentować postów sama nie wiem czemu ale teraz się przełamałam i muszę przyznać że blog jest jednym z dla mnie najlepszych :D czekam na więcej!

    http://youth-gonewild.blogspot.com/ zapraszam

    OdpowiedzUsuń
  7. Ymmm jebłam nowy, więc zapraszeszam xD

    OdpowiedzUsuń
  8. No i to chodzi, kurwa!
    Ha, z czego ja się cieszę - wszyscy okupują kibel i biedną lodówkę i ... w ogóle nie wiadomo co jeszcze, ale i tak jest zajebiście. No, może pomijając jeden fakt - Duffy jest zazdrosny o Reb? Przynajmniej na takiego wyglądał po tym, jak James wparował na to pobojowisko. Tak więc prawda to? Żyrafa to zazdrośnik? ; >
    Ano, i teraz cię zaskoczę - liścik mamy sprawił, że błysnęła mi w głowie mała iskierka sympatii do tej kobiety, i szczerze ci powiem, że sama się sobie dziwię... No bo niby dlaczego? Nie wiem, może to przez sam fakt, że nie wyjechała im z pretensjami, że się najebali? No, spokojnie oznajmiła, że spoko, tylko, żeby wybyli z domu i żeby kibel przeżył tortury, spoko więc. :)

    I jeszcze ten - żądam sprawozdania z pobytu na plaży (XD)i trzymam palce za dalsze "postępy" w testach gimnazjalnych. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jest trochę zazdrosny. Rozwinę ten wątek. Przynajmniej mam taki plan. Oj, sprawozdanie już się powoli pisze xD.

      Usuń
  9. Ej no, ale nie kończ w takich momentach!
    Ja tu czekałam na to co będzie na plaży XD A pewnie będzie fajnie, bo Will, Jeff, Duff i James *.*
    Rozdział świeeeetny <3 Uwielbiam czytać to co piszesz, to jest takie fajne, bo to jest przed tym całym WW.
    A tak btw. Jak testy? :)

    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  10. szkoda, że trochę krótkie, ale twoje rozdziały i tak zawsze są świetne :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hehe dziękuje :)
      Trish :D

      Usuń
  11. polski poszedł ok, tylko byłam przekonana, że będzie rozprawka. w dodatku umiem i lubię (haha) je pisać, a tutaj.. charakterystyka... dobrze, że chociaż pamiętałam te punkty, które trzeba opisać w charakterystyce, bo kompletnie sobie o niej nic nie przypomniałam przed egzaminem. ale wyszła ok.
    historia i wos też dobrze, tylko w trzech czy czterech pytaniach (z historii) musiałam strzelić i czytać po 50 razy te teksty źródłowe :D
    matematyczno-przyrodnicze.. ta pierwsza część, z chemią, fizyką, biologią i geografią też poszła mi całkiem dobrze, gadałam na przerwie z nauczycielami i sporo odpowiedzi dobrze zaznaczyłam. ogólnie poszło spoko.
    ale matma... -.- niby 3 zadania otwarte (3, dobrze pamiętam?), ale chyba wszystkie zjebałam. mam nadzieję, że dostanę za to jakiś punkt. matmy bałam się najbardziej i słusznie, bo poszła mi najgorzej.
    a języki - podstawa i rozszerzenie z niemieckiego - poszło mi bardzo dobrze :)
    dokładnych wyników nie znam, bo boję się sprawdzić XD

    aha, jakoś tak w godzinach 22:00-23:00 powinnam przeczytać rozdział, a jak nie.. to rano :D

    OdpowiedzUsuń
  12. ok, już jestem.

    JAYMZ I REB SĄ RAZEM! AAAAAAAAAA, MDLEJĘ! I W DODATKU OBYDWOJE TO POTWIERDZILI! cieszę się! w końcu w jakimś opowiadaniu które czytam jest para, która powinna być, która jest fajna, super i w ogóle. życzę im jak najlepiej, ale mam jakieś takie dziwne podejrzenia co do Duffa. że Rebecca może jednak zostawić Jamesa dla niego... chociaż to byłaby głupota, bo Duff mieszka w Seattle, a Jaymza ma na miejscu, w LA. i w dodatku do niego zawsze coś czuła, a do Duffiego chyba nie.

    Reb będzie miała nowego tatusia? mamusia już umawia się z kolegą z pracy i będzie wracać po północy? ;> byłoby ciekawie, jeśli jej matka kogoś by sobie znalazła, a ona w dodatku miałaby problem z zaakceptowaniem tego. jak ja kocham komplikować życie bohaterom.

    czekam na nowy i zapraszam do mnie (tym razem nie zapomniałam <3) http://all-roads-lead-to-hollywood.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  13. http://only-love-can-save-you.blogspot.com/ zapraszam na nowy rozdział :)

    OdpowiedzUsuń
  14. hej Trish, Margi upoważniła mnie do przekazania informacji o nowym rozdziale :D także tego.. nowy na http://xxangryxxagain.blogspot.com/ :D

    OdpowiedzUsuń
  15. He, hę... Tak jak pacia powiedziała, rozdział na Angry. Nie miałam wczoraj czasu ci napisać, a myślałam, że już zdążysz wpaść. Okay, nevermind. :>
    Hemm.... Zaciesz - bo Jamz. On jest jakiś dziwnie spokojny. Co z Lersem? Zyje wg. jeszcze czy perkusja mu oddałą bo ją bije pałeczkami?.xd Rzygająca Duffanza. Szkoda chłopaczyny..yyy sory Latarni. Duff to nie człowiek, Duff to latarnia!
    Dobra nie ważne.
    Jakoś cię na sad-but-true-life.blogspot.com ostatnio nie widziałam, a nowy jest. Teraz piszę 4 w zeszycie.

    OdpowiedzUsuń
  16. Znowu ta męczydupa Mustejn! 4 jest.xd http://sad-but-true-life.blogspot.com/2013/04/rozdzia-4.html
    Cliffusia będzie, ale teraz idź czytać Sada :3

    OdpowiedzUsuń
  17. Doczekałaś się Cliffa! Zaległości nadrabiam. :3
    http://xxangryxxagain.blogspot.com/2013/04/rozdzia-14.html

    OdpowiedzUsuń
  18. Huehue mam tu cooś~! Jeśli nie masz jeszcze dość to możesz sę sobię zobaczyć ;3 http://welcome-to-highway-to-hell.blogspot.com/ takie moje COŚ (chuj wie coxd) nowe ale zapraszam:D

    OdpowiedzUsuń
  19. heeeeeeeeeej, u mnie nowy :) http://all-roads-lead-to-hollywood.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń