wtorek, 12 marca 2013

Rozdział 14

Masakra, nie mam pomysłów na dalsze części. Mam taki mętlik w głowie, że to tragedia. Cały mój świat jest jedną wielką tragedią. Nie ma czym się chwalić...
No dobra, to czytajcie.
Zapraszam!


- Kiedy ty byłaś w kuchni ja z Jamesem rozmawiałam - zaczęła.
- Co? - zdziwiłam się, ogólnie byłam zdziwiona i nie ogarnięta.
- Rozmawiałem z twoją mamą - rzekł w moja stronę. - Niech pani dalej mówi.
- Dobrze. I w końcu James zapytał się, czy moglibyście się razem spotykać. A że ja nie chcę się w wasze sprawy mieszać. I wiem co czujesz - zwróciła się do mnie, posłałam jej grożącą minę. - To czemu miałabym nie pozwolić? - przerwała, po czym chwile później dodała w stronę blondyna. - Nie wiem, czy wiesz, ale podobasz się mojej córce, a ja cię bardzo polubiłam.
Poczułam, że moje policzki się palą. Suuuupeer! Spaliłam buraka. Zajebiście. Idę się schować. Mama mnie nie uratuje. Czujecie ten sarkazm? Gratulacje, tylko zakopać się pod ziemią, albo w szafie. Może ja stąd wyjdę. O tak to będzie dobry pomysł. Także jak mi moja głowa podpowiadała ruszyłam w stronę drzwi czerwieniąc się tak jakbym stała przed nimi nago.
- Gdzie idziesz? - zapytał James, odwróciłam się, zauważył moje policzki i uśmiechnął się słodko.
- Schować się - burknęłam, chciałam się odwrócić ale... Ale moje ciało odmówiło mi władzy i stało jak posąg.
- Dlaczego? - zapytał nie rozumiejąc mnie, albo mi się tylko wydawało. Dlaczego on zadaje tyle pytań?
- Nie słyszałeś mojej mamy? - opowiedziałam mu pytaniem podchodząc kilka kroków w jego stronę.
- Słyszałem.
- Yyyy - zacięłam się. - I nic nie powiesz mi o tym? Nie zdziwiło cię to?
- Nie, ja już to wiedziałem - oznajmił, a ja ze zdziwienia otworzyłam buzie.
- J-jak to? - zdziwiłam się stojąc już przed nim.
- Normalnie - odpowiedział, a potem dodał - Myślisz, że trudno mi jest się domyślić? nie, nie jest mi trudno. Po tobie to wszystko widać, po tym jak piszesz, jak mówisz, jak... Po prostu widać. - powiedział ale z takim tonem, że w moim brzuchu zrobiło się miło.
- Fajnie wiedzieć - burknęłam obracając się na pięcie i ruszyłam do swojego pokoju.
Super, super, super. Wszystko widać, zajebiście, a myślałam, że jakoś to ukryje. Mistrzem kamuflażu to ja nie jestem.
- Czekaj! - zawołał idąc za mną na górę domu, do mojego pokoju.
To jak się zachowałam nie było mądre i to bardzo. Zatrzymałam się przed wejściem do mojego pokoju, złapałam za klamkę i już miałam otwierać drzwi, ale on i przeszkodził.
- Proszę, stój! - powiedział łapiąc mnie za ramie. Poczułam jak to miejsce gdzie on trzymał rękę robi się coraz cieplejsze. Odwróciłam się, spojrzałam w jego oczy. Ujrzałam tam jakąś taką troskę, złość, zaciekawienie i taką dziwną emocje, którą nie mogłam opisać. Nagle zaczęły się błyszczeć, cofnęłam się i przy okazji wpadłam na 'wrota do mojego raju'. Przestraszyłam się, panicznie się przestraszyłam. Podszedł krok w moją stronę.
- Co ty robisz? - zapytałam zdezorientowana całą tą sytuacją.
- Zgadnij - odpowiedział pół głosem, moje serce przyśpieszyło. Zamknęłam oczy i wzięłam głęboki oddech. Otworzyłam je i zobaczyłam twarz Jamesa jeszcze bliżej niż wcześniej. Otworzyłam buzię, a on położył swój palec na moich ustach. - Ciii. Nic nie mów - szepnął.
Poczułam dotyk na ustach, ale nie jego palców, to był dotyk jego ust. Miałam nogi jak z waty, aby się przytrzymać i nie upaść położyłam swoje dłonie na jego barki i prawie zawisłam. Kiedy się oderwał, stanęłam jak wryta, patrzyłam na niego wielkimi oczami. Coś mi w środku mówiło żeby mu oddać pocałunek, wie tak zrobiłam. Następny stał się dłuższy i to o wiele, ale oprócz tego nie było tak sztywno, jak za pierwszym razem, bo sobie ulegliśmy.
Kroki mojej mamy było słychać w całym domu, ale akurat w tej sytuacji, albo chodziła cicho, albo po prostu tego nie słyszeliśmy.
- No, no, tylko nie przesadzajcie - po tych słowach oderwaliśmy się od siebie. Poczułam się tak zażenowana, ze spaliłam buraka, ale takiego podwójnego.
 Przez kolejną godzinę siedzieliśmy w pokoju rozmawiając, a kiedy nasza rozmowa już się nie układała odprowadziłam go do głównej ulicy, bo jak stwierdził musiał już iść. Wiedziałam, ze coś jest nie tak. Ale co to już nie. Wróciłam do domu bez humoru i emocji. Rzuciłaś się na łóżko i nie ruszałam się z niego do wieczora.

Miałam dosyć tego dnia. Około godziny 20 zadzwoniłam do Willa, porozmawialiśmy, powyżalaliśmy się, pośmialiśmy się tak jak zawsze, jak starzy przyjaciele. Po około 21 skończyłam rozmowę z moim rudym przyjacielem wielkim pozdrowieniami i takimi innymi. Jakoś mi nawet humor powrócił. Następna w kolejce była Marry, z nią się lepiej rozmawiało, bo wiadomo inna strefa czasowa i przy okazji Will był jakby to powiedzieć... Był trochę zmęczony. Cala rozmowa trwała niecałe 2 godziny. Opowiadała mi o nowych kolorach włosów Duffa, o jego dziewczynach, które okazywały się tak jak Jennifer, idiotkami. Podobno ciągle o mnie wypytywał. Przecież pisze z nim listy i to tak często jak się da. Po omówieniu Seattle, przeszłyśmy na Willa i Jeffa, miło było powspominać minione wakacje z chłopakami, chociaż kolejne już za dwa tygodnie. Przed północą moja mama weszła do mnie do pokoju i poprosiła abym kończyła 'to plotkowanie'. Żegnałyśmy się z jakieś 10 minut. Obiecałyśmy sobie, że przyjedziemy do siebie przynajmniej na dwa tygodnie. Po rozłączeniu poszłam się umyć. Wszystkie emocje towarzyszące mi w dniu dzisiejszym spłynęły ze mnie jak krople deszczu na oknie. Stałam tam z 20 minut, kiedy już wyszłam stwierdziłam, że ten prysznic mnie tylko ożywił. Przebrałam się w piżamę, zbiegłam na dół po szklankę wody. Kiedy już miałam wychodzić z kuchni z ową szklanką do kuchni wparowała mama.
- Dlaczego ty jeszcze nie w łóżku? - zapytała z takim wyrzutem jakbym jej chomika zabiła.
- Nie mogę zasnąć - jęknęłam chcąc pójść do swojego pokoju.
- Wiedziałam, że będzie cię to dręczyć - powiedziała z takim jakby podstępkiem. Miałam ochotę ją udusić gołymi rękoma. Po co ona wracała do tego tematu, do tego wydarzenia, do tego co się stało? Dlaczego? Niech mi to ktoś wytłumaczy.
- Mamo, możemy do tego nie wracać? Dlaczego ty się na mnie złościsz? Ja nic takiego nie zrobiłam.
- Jak nic nie zrobiłaś. Taką scenę odwaliłaś, że lepiej nie mówić - zirytowała się, przeszłam przez drzwi.
- Dobrze, coś jeszcze? Jak nie to idę do pokoju - westchnęła. Całe życie nie będzie mnie uczyć, przez 16 lat mnie wychowuje i się z tego cieszę. Ale chyba jak będę miała te 30 lat to nie będzie mi mówić co mam robić.
- Nie, już skończyłam - odpowiedziała z lekkim, przepraszającym uśmiechem.
- To dobranoc - powiedziałam i poszłam do swojego pokoju. Usłyszałam tylko ciche 'dobranoc' na schodach. Postawiłam kubek na szafce nocnej, a jeszcze wcześniej napiłam się trochę.
Przez pół nocy nie mogłam spać.


Trochę mało, ale nie mam pomysłów. Do połowy pierwszego akapitu jako tako miałam, a później to była jedna wielka... Masakra :(.

11 komentarzy:

  1. właśnie kończyłam pisać rozprawkę, ale na poczcie dostałam powiadomienie o nowym komentarzu od Ciebie, no i kurwa musiałam wejść i przeczytać! rozprawkę skończyłam właśnie przed chwilą pisać, więc biorę się za komenta, ale chyba długi nie będzie niestety.

    TAK DŁUGO CZEKAŁAM NA TĘ CHWILĘ <3 fuck yeah, w końcu coś ruszyło z miejsca, pocałowali się! mama nie ma nic przeciwko, więc to już jest kolejny plus. ale mam dziwnie przeczucia co do Reb, że ona jednak coś niechętna... ale dlaczego? >.<
    przecież z tego co pamiętam to ona właśnie była taka zakochana, potem ten pocałunek sprawił jej przyjemność, sama go po raz drugi pocałowała, a potem tak jakby... no nie wiem jak to opisać. jakoś nie chcę, żeby między nimi się coś zepsuło. bo teraz mieszkają w tym samym mieście, mogą się codziennie widywać, według mnie pasują do siebie, on dodatkowo odwzajemnił jej uczucie... hmm. byliby ładną parą, naprawdę :)

    czekam na nowy ;-*******

    OdpowiedzUsuń
  2. Trish, nie jest tragicznie, naprawdę .

    Ja też miałam kryzysy, ale udało mi się wybrnąć, więc ty też wybrniesz ; )

    co do rozdziału to ...żEBY JEJ TAM CZASEM JAMESIK NIE POSUWAŁ PRZY MAMUSI ; )

    To tyle jeżeli chodzi op mnie.

    Czekam na kolejny rozdział ; ) i zapraszam do mnie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niestety nie będzie tego robił. Nawet beż mamy Reb. Ale bym napisała taką scenę, ale mi się nie chce :(.

      Usuń
  3. http://xxangryxxagain.blogspot.com/2013/03/rozdzia-4.html?m=1 nowy. Gwiazda Rocka dała kuszący komentarz więc... Lars wydymał Kirka. U hu hu. Kłótnia z Davem przesunięta o jeden rozdział. Nie jest źle... (tak myślę)
    Co do mojego Izzyego to zaplątał się w rzuconą luzem strunę od gitary i trzeba było jechać do weterynarza bo by mnie chyba w domu zjadł z bólu. (strunka mocno się zacisnęła na łapce) Bardzoej był wystraszony niż bolało. Poza tym I wizyta u weterynarza. Musiał dostać narkozę bo chciał wszystkich pozjadać. Jeszcze się porzygał ze trzy razy po zastrzyku. Zdejmowanie struny trwało pięć sekund, a tu tyle krzyku było. Może i łapencja trochę opuchnięta, ale już OK. Teraz leżymu sobie razem pod kołdrą i zaraz idziemy spać... Zmaczy Izzy już chyba śpi. No więc wpadaj i komentuj ;)

    Megi Margaret Mustaine skazana na telefon i leniwa bo jej się nie chce logować.

    OdpowiedzUsuń
  4. http://all-roads-lead-to-hollywood.blogspot.com u mnie nowy :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Powiem ci tyle, że przeczytałam już wczoraj, i gdy zobaczyłam nową, LEPSZĄ, a przede wszystkim NIE OCZOJEBNĄ czcionkę ... aż odżyłam, serio! XD
    Ale lepiej będzie, jak przejdę do rozdziału, racja?

    Więc... Po przeczytaniu tego wyżej, i odkopując to, co mój mózg zdołał zapamiętać - czyli niewiele - mogę śmiało stwierdzić, że mama Rebecci (nie wiem, czy dobrze odmieniłam) jest najbardziej irytującą, wkurwiającą i jakąkolwiek tylko osobą na świecie. No, jest na podium zaraz za mną, ale to taki mały szczegół. Mam tylko na myśli, że przestałam ją lubić, bo się do wszystkiego wpierdala, jakby nie mogła dać córce ODROBINY wolności, a ... może to ja jestem przeczulona na ten temat? Sama nie wiem, tego nie było.

    A James? Szczerze? No wszystko ładnie, pięknie - odzyskał nabiał i ją w końcu pocałował, ale tą akcją z "prośbą" o chodzenie, czy o czymkolwiek on tam nie gadał z jej mamą ... kurwa, wielki dżentelmen? Nie, ja bym powiedziała, że zachował się jak cipa, bo po cholerę zadawać takie pytania? Równie dobrze mógł palnąć coś takiego: "Hej, prze pani, nie będzie miała pani nic przeciwko, jak przelecę jej córkę, uzależnię od siebie, żeby potem, gdy już sodowa jebnie mi do głowy, traktować ją jak szmatę?" Ha, ja pierdole, wiem, przegięłam, ale nie mogłam się powstrzymać : 3

    No, to chyba tyle :)
    Albo ... jeszcze coś - NIE PIERDOL MI, ŻE SWOIM OPIERDALINGIEM NA POZIOME HARD ZJEBAŁAŚ ROZDZIAŁ, bo chyba nie zdajesz sobie sprawę, jak to jebie nastrój przed czytaniem rozdziału, ya know, nadzieja, że przeczytasz zajebistość, i gdy jednak tak jest to masz ochotę przyjebać autorce za tą "skromność". Może i tobie się to nie podoba, ale akurat w pisaniu blogów to się nie liczy, bo liczy się zdanie czytelników, ale ... to tylko moje SKROMNE ZDANIE. :)

    Tak więc nic nie zjebałaś, a jak jeszcze raz tak napiszesz, to jadę cię udusić Axlowatą bandaną ;_____; XD

    Ps. Czytałaś rozdział u mnie, czy to tylko komentarz się nie dodał?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiesz nie czytałam jeszcze, ale nie miałam jakoś czasu, ale lecę nadrobić xD. A i wiesz wzięłam sobie te słowa do serca. Jakoś mi teraz lepiej :).

      Usuń
  6. http://xxangryxxagain.blogspot.com/2013/03/rozdzia-5.html
    Nie mam na nic dziś czasu więc nawet ci nie odpowiem tylko dziękuję za komentarz i pojawił się James :D

    OdpowiedzUsuń
  7. Fajny obrót sprawy. :3 Długo czekałam na związek Reb-James, ale warto było. Rozdział wyszedł jak zawsze świetny i jako czytelniczka, w ogóle nie odczuwam twojego "kryzysu". Jest wręcz na odwrót - z każdym postem widać, że się pisarsko kształcisz. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuje :D. Miło się czyta takie komentarze :).

      Usuń