poniedziałek, 5 maja 2014

Dodatek, łiiiii :D

 Ojej, wiem, że rozdział dawno był... Ale jakoś tego czterdziestego pierwszego szybko nie napiszę. W sumie to mam pół i jeszcze na drugim (padniętym) telefonie jakąś jedną czwartą, którą piszę. Zawsze piszę na telefonach i nie mogę tego później ogarnąć...
Ale żeby nie było nikomu smutno, czy coś... to publikuję dodatek. Który ostatnio napisałam z Fly :D. Tak jakoś wyszło i razem stworzyłyśmy to cudeńko :D. Kocham Cię kobieto :D.
Aaaa i jeżeli zauważycie (na pewno zauważycie) powtórzenia, to one mają tam być. Nie chciałam zmieniać za bardzo tej wersji od oryginału.
Zapraszam i zostawcie po sobie znak :).



Dawno, dawno temu... Gdzieś za górami i oceanami żyła sobie Metallica z kolegami, czyli ciastkami i żelkami. Mieszkali razem w małym, dużym domku skleconym niedbale z desek surfingowych i pomarańczy wokół którego wciąż kwitły urocze mlecze. Te mlecze kiedy padało wyciągały parasole, a kiedy było ciepło i słonecznie tańczyły radośnie w tym samym rytmie. Pewnego dna, kiedy mlecze były wyjątkowo roztańczone, z chatki wyrósł facet. Miał on bardzo kręcone, bardzo czarne włosy oraz ogromne czarne oczy. Miał tylko jeden cel: podlać mlecze za domem. Gdyż był moczopędny. W tym właśnie celu facet poszedł za dom, i wykrzyknął cztery razy swoje imię... Jego ręce automatycznie powędrowały w kierunku butów, których nie chciał ubrudzić jednak spostrzegł, że jego stopy są bose i całe pokryte dżemem morelowym. Stwierdził, że musi je wyczyścić, więc dlatego też jeszcze bardziej się schylił. W ręce wziął jedną ze swych dwóch stóp i zaczął zlizywać dżem mrucząc pod nosem, że jest smaczny. Nagle usłyszał dziwny odgłos, który świadczył o tym iż facet nie był sam. Nagle odskoczył tym samym spadając na mlecze, które zmieniając się w dmuchawce robiły jako trampolina. Facet odbił się i wpadł wprost na swojego przyjaciela. Tym przyjacielem okazał się wielki blondyn z wyglądu podobny do lwa.
- CO TY ROBISZ?! - zaryczał blondyn z małej litery i cisnął  nim o żelkowe drzewo przy okazji wykrzykując jeszcze raz jego imię: - Kirk!
- Cooo? Ja nic nie robiłem. Musiałeś mnie z kimś innym pomylić - chłopak odbił się od drzewa i wpadł prosto na przyjaciela.
- Taaaaaaa... jasne - odpowiedział blondyn wyjmując z włosów Kirka mały grzebyk i zaczynając się czesać. - Tylko ty masz świderki na głowie i codziennie rano chodzisz podlewać nasze kochane mlecze - mruknął chowając grzebyk w tylnej kieszeni spodni.
- Oddawaj mój grzebyk - mruknął obrażony Kirk. - Nie tylko ty mi zazdrościsz, ale to nie powód, żebyś mnie okradał!
- Ja cię wcale nie okradam. Zawsze pożyczam od ciebie ten grzebyk - powiedział blondyn. Uniósł śmiesznie brwi i powiedział: - Jak chcesz swój grzebyk, to mnie złap.
- Dopadnę cię ty złotowłosy szczylu - warknął czarnowłosy i popędził za blondynem z mini scyzorykiem w zębach. Niby Kirk był niższy od Jamesa, ale jednak był od niego starszy. Tak wiec czuł się uprawniony w pełni do szczylem zwania go. Ze swym wiernym scyzorykiem Hagridem w ręce rozpoczął pościg życia za swym młodszym wyższym kolegą kolegą. - Aaaaaa stój! Niech ja cię dorwę! - wykrzykiwał kiedy biegali dookoła domu. Nagle ich ciała porwał silny pustynny wiatr. Zaczęli latać. W ich dłoniach pojawiły się wiosła.
AHA! - krzyknął Kirk. Zaczął próbować dosięgnąć przyjaciela ale tylko zahaczył o jedną z wirujących wokół nich tęcz
- Nie złapiesz mnie! - Krzyknął James śmiejąc się i śpiewał "nas niedogoniat".
Kirk zaczął wrzeszczeć jakiś bezkształtne wyrazy. Ślina wypływająca z jego ust z całym impetem uderzyła w Jamesa wytrącając mu wiosło z ręki.
- Chyba zostaliśmy już tylko my - wyszeptał Kirk.
- Nie - zawołał jakiś głos.
- Żelek? - Zapytał blondyn odwracając się w tył. W tym samym czasie stracił równowagę i zaczął spadać na dół. Wprost na ogromną lipę. Drzewo rozłożyło swoje ramiona.
- Jesteś piękny - krzyknęło drzewo.
Kirk wybuchnął śmiechem unosząc się w powietrzu ale zaraz zakrztusił się tęczą. Zaczął kaszleć i wyrzygał tęczę. W tym samym czasie Żelek zrobił zdjęcie Kirka rzygającego tęczą i rzucił je Larsowi, który opalał się na dachu ale złapało je drzewo i dało Jamesowi. James widząc zdjęcie zaczął się śmiać swoim śmiechem: "yy hyhyhyhyhyhyhy". Chwilę później i drzewo zaczęło się śmiać. A mlecze piszczały z zachwytu ruszając swoimi liścio-rękami tak jakby wkręcały żarówki.
Kirk krzyknął: Dziękuję Los Angeles! Chcecie jeszcze! i zaczął pluć tęczą wprost na Jamesa który zasłaniał się zdjęciem. Zdjęcie przybrało kolorów tęczy i lśniło w promieniach słonecznych.
- Jakie to piękne - westchnął Joe Perry gdzieś we wnętrzu swojej kryjówki.
- Tak - uśmiechnął się Kirk i wylądował na ziemi strasząc przy tym grupkę syrykatek, surykatek, albo serykatek. Bo miały one kolor sera żółtego. I każda z nich miała imię odziedziczone po rodzaju sera. A on krzyczał że mają go puścić ale nie znały Ludzkiego więc podniosły go wyżej, bo myślały, że chce jeszcze bardziej i wzniosły okrzyk na jego cześć ŁIŁIŁILIŁIOOOOOOOOOOOOOOOOOOOKOKOKOKOKOKOOOOOOOOOOOO!!!!!!!!!!!!! czy coś podobnego. James wciąż trzymany przez drzewo zemdlał. Brakowało mu tlenu. Kirkowi też, trzymały go za wysoko. A prawa fizyki mówiły, że czym wyżej tym mniej tlenu. Lars widząc ową sytuację zaczął piszczeć. Tak aby uratować swoich przyjaciół. Pobiegł do domu, zaopatrzył się w apteczkę, a na twarz nałożył maseczkę tlenową i pobiegł ratować. Swoim mieczem przyczepionym do spodni, który pod wpływem świeżego powietrza powiększał się do rozmiarów normalnego miecza pokonał serykatkowy fanklub Kirka i Drzewny, a raczej Jednodrzewny Jamesa  Przerzucił chłopaków przez ramię. Nie mógł sobie poradzić z ich wagą więc do domu musiał się czołgać. Zamknął za sobą drzwi i położył ich do łóżeczek dla małych dzieci. ale wygodnych jak chmurki, ale z drabinkami. Bo to były gigantyczne łóżka wodne z drabinkami.
Lars położył się w swoim łóżku w kształcie motyla, każde łóżko miało inny kształt. Księżyc za oknem wylazł zza mleczy. Cliff który spał na oknie zaczął liczyć księżyc. Wyszło mu 24 i miał rację więc Lars postanowił zrobić dwudziesty piąty z ziemniaka, który leżał pod jego poduszką. I był jego wymyślonym przyjacielem Nazwał go kiedyś Gacuś od imienia swojej ulubionej wokalistki w której się skrycie kochał, o czym każdy wiedział i się z tego śmiał. Bo wiedzieli, że tak samo ma na imię ślimak ze Spangeboba. Larsiu pożegnał się z Gacusiem, wycałował go i zaczął obierać na kształt księżyca w pełni. Łkając cicho podrzucił go do góry. Ziomniok wisząc w przestrzeni kosmicznej wśród swoich kolegów zabłyszczał do perkusisty. W jego świetle można było ujrzeć łzę spływającą po policzku szatyna. Cliff objął Larsa.
- Teraz jest o wiele szczęśliwszy - powiedział wskazując na księżyc.
- Chyba tak...... - odpowiedział Lars. Przyjaciele rozeszli się do swoich łózek i zapadli w zdrowy, niezbędny sen. Mlecze śpiewały im do snu. Nagle zapadła ciemność.

- Ej... - jęknął Duff - Ja to oglądałem.
- Whatever - odpowiedział Izzy odkładając pilota. - I tak nie ma nic ciekawego.

16 komentarzy:

  1. Odpowiedzi
    1. Może jeszcze kiedyś nam wyjdzie...Na razie Fire ma nasz zeszyt i przepisem zajmiemy się w środę bo ją zmuszę.

      Usuń
  2. SCHIZY!!!!!
    (chyba za dużo wciągnęłam kredy i nie stać mnie na dłuższy i sensowniejszy komentarz)

    OdpowiedzUsuń
  3. O jej... Jakie to słodkie :D
    Ojej. Ja też chce. Zjem mu księżyc. Księżyc jest ziemniakiem. Ziemniakiem jest Trish. Zjem mu mu Trish. Zjem Larsa. Bo Lars to Trish. A Trish to Lars. Schiza...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie zjesz mnie ani ziemniaka, który jest księżycem, który jest mną. Ale Larsem też jestem. Nie zjesz nikogo :).

      Usuń
    2. Zjem. Zobaczysz. Zjem nawet Jama, który jest Lucretią. Whatever. I tak wszsytkich wpierdole.

      Usuń
    3. No, to ja jestem Larsem, Lucretia Jamesem i Margi była Kirkiem... Brakuje tylko Cliffa, albo Jasona xD

      Usuń
    4. Ja jestem Kirkiem D:
      A jak nie to będę moim mężem *jeszcze nie wie którym*!

      Usuń
    5. Ale...
      Ale kto będzie tym wyjebanym wszystko siedzącym Cliffem z tymi świetnymi dzwonami?

      Usuń
  4. Hej, nie wiem czy mnie pamiętasz jeszcze, ale ja Ciebie tak :)
    Zaczynam pisać coś nowego, http://richlifeforpoorpeople.blogspot.com/, jakbyś miała ochotę to wpadnij.

    nie będę nadrabiała tylu rozdziałów (przepraszam), jednakże, jeżeli zaczniesz coś nowego, to chętnie zacznę czytać. ( Liczę na to, że zaczniesz :P)

    Pozdrawiam, ScaredGirl

    PS. Trochę zajeżdża spamem, przepraszam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ne, no może kiedyś zacznę coś innego, aczkolwiek moje plany sugerują co innego.
      Zajrzę do Ciebie :).

      Usuń
  5. Moja osoba nominowała Twoją osobę do tego cudownego czegoś pod tytułem Liebster Blog Award. Niżej link do pytań, na które teoretycznie powinno się odpowiedzieć.
    http://during-the-november-rain.blogspot.com/2014/05/bonusowy-jebacz-liebster-blog-award.html

    PS. JAK TO SIĘ KURWA STAŁO, ŻE TWOJEGO OPOWIADANIA NIE CZYTAM ._.
    Jak się okaże, że do nadrabiania mam nie wiele, to może i to uczynię :> Tak, to dla Twej wiadomości.

    OdpowiedzUsuń
  6. Łoułoułoułoułoułoułoułou :D
    ślina Kirka? Fee... Łiii Lars dorabia ziemniaczane księżyce też chcem D:
    /Fiery

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Fiery, łiiii :D
      Dołączysz do niego, wszystkie dołączymy :)

      Usuń